PŁOCHLIWA SARENKA

Opublikowano w 13 kwietnia 2026 17:11

Tytuł mówi sam za siebie — tak właśnie się czuję, jak płochliwa sarenka.

Właśnie wróciłam z treningu interpersonalnego, który wystawił mnie na próbę — na ogromne, intensywne emocje. Dziś nie poszłam do pracy. Jestem niezwykle zmęczona, niemal wyczerpana. Wypełnia mnie uczucie niepokoju, czuję się płochliwa, jak zwierzę zbyt długo przebywające na widoku. Każdy dźwięk jest dla mnie zbyt ostry, zbyt głośny. Trzepot skrzydeł Cirka, małej niebieskiej papugi, budzi we mnie lęk, a szczekanie Buni — jeszcze większy. Mam ochotę uciec, schować się przed tymi dźwiękami, zawinąć w kołdrę i zasnąć na zawsze. Ale rzeczywistość wzywa — muszę przygotować śniadanie dla córki. Zuzia została dziś w domu, błagała mnie, bym pozwoliła jej zostać, bo i ona jest wyczerpana. Jak mogłabym odmówić, skoro sama ledwie trzymam się na nogach? Leżymy razem — ona gra, ja próbuję się zdrzemnąć, lecz drobne odgłosy, na które zwykle nie zwracam uwagi, wyrywają mnie ze snu. Kołdra szeleszczy zbyt głośno, a ja odwlekam moment, w którym muszę się ubrać i wyjść. Czeka mnie jeszcze wyjazd do sklepu, wykupienie recepty, przygotowanie obiadu. Chciałabym czasem być znów tą małą dziewczynką, o którą ktoś troszczy się bezwarunkowo. Która może pozwolić sobie na słabość i odpoczynek. Ale dorosłość nie zna litości — wymaga, by dbać o siebie, a jeszcze bardziej — o dzieci. Ja pragnę troszczyć się o Zuzię, a jednocześnie marzę, by ktoś zatroszczył się o mnie. Jestem matką, lecz czasem chciałabym znów być dzieckiem.

Na treningu dostrzegłam w sobie sprzeczności — tocząc walkę między tym, co muszę, a tym, czego pragnę; między obowiązkiem a oporem, między zmęczeniem a działaniem. Emocje, które mnie przytłoczyły, zmusiły mnie do ucieczki. Poczułam, że się duszę, że brak mi powietrza. Uciekłam. Zastanawiałam się długo, dlaczego właśnie ta technika, dlaczego właśnie ja uciekłam, choć byłam wśród ludzi życzliwych, gotowych pomóc. Eksperci czuwali nad nami, a jednak bałam się wrócić. Jak wrócić do miejsca, które mnie przytłoczyło, gdzie emocje sięgały od podłogi aż po sufit? Pulsowały, mieszały się — jedne widoczne, inne ukryte — a ja czułam je wszystkie naraz. Było ich tak wiele, że choć czułam, niewiele rozumiałam.

Po czterech dniach treningu czuję się bardziej zagubiona niż przedtem. Uświadomiłam sobie, że mam w sobie potrzebę przytulać tych, którzy tego potrzebują, ocierać łzy tych, którzy płaczą. Ale w mojej głowie wciąż krążą pytania: Jak pomóc? Jak pomóc, nie tracąc siebie? Jak nie zaszkodzić? Jak mówić, gdy brak słów? Czy same chęci wystarczą? Na szkoleniach powtarzam: „Dobry ratownik to żywy ratownik”. Zatem jak pomóc, by samemu nie ucierpieć?